Portal Świat Zdrowia:
| Rejestracja

Sekcje tematyczne

  Świat Zdrowia
Świat Kardiologii i Diabetologii
Kardiologia
Diabetologia
Kategoria: Zdrowie
JAK TRUCIZNA STAŁA SIĘ LEKARSTWEM
dr hab. n. farm. Aleksander Drygas
Aktualnie czytasz: JAK TRUCIZNA STAŁA SIĘ LEKARSTWEM
Epidemia się rozprzestrzenia

„Święty ogień” – Sacer Ignis, także „ogień św. Antoniego” – Ignis Sancti Antonii, to ciężkie zatrucie sporyszem występujące głównie w średniowieczu i przypominające w początkowym stadium inną groźną chorobę – trąd (Lepra).

JAK TRUCIZNA STAŁA SIĘ LEKARSTWEM

Kronikarze średniowiecza opisując tę chorobę podawali, że w rozwiniętej postaci „świętego ognia” dochodziło do martwicy rąk i nóg. A dochodziło do niej (głównie w średniowieczu), gdy nie potrafiono jeszcze (bądź nie uznawano takiej potrzeby) oczyszczać zboża ze sporyszu, a uboga ludność wiejska odżywiała się mocno zanieczyszczonym przetrwalnikiem sporyszu – pośladem żytnim. Występowały wówczas zatrucia ogarniające nieraz całe wsie i miasteczka.

 

Mogły one mieć dwojaki charakter. W jednym przypadku mogły prowadzić od początkowego mrowienia i „palenia” w palcach rąk i nóg, które stopniowo siniały i obumierały. Mrowienie to i palenie spowodowane było silnym i przewlekłym skurczem naczyń krwionośnych, skutkiem czego musiało następować niedostateczne ukrwienie, a w konsekwencji obumieranie tkanek, zwłaszcza w kończynach (w tym stadium objawy mogły przypominać, choć częściowo, trąd). Niemniej w średniowieczu tę postać choroby nazywano „świętym ogniem” lub „ogniem św. Antoniego” (dziś takie stadium choroby, gdyby wystąpiła, nazywamy gangreną (zgorzelą) sporyszową (Ergotismus gangrenosus).

 

Natomiast drugim typem zatruć sporyszowych były zaburzenia w układzie nerwowym, objawiające się drgawkami i kurczami o charakterze padaczkowym. Ten typ zatruć (tzw. Ergotismus convulsus) w średniowieczu nazywano „tańcem św. Wita”.

 

Pewne wzmianki dotyczące choroby nazywanej w średniowieczu „świętym ogniem”, spotykamy w Biblii oraz u pisarzy rzymskich, którzy ją opisywali; a występowanie jej wiązali ze spożywaniem zboża (co wiele stuleci później miało okazać się słuszne). Nie wyciągnięto jednak z tego żadnych praktycznych wniosków.

 

Z drugiej strony zbyt krótkie doniesienia na ten temat nie pozwalały na wyciągnięcie właściwych wniosków – czy autorzy rzeczywiście mieli na myśli chorobę określaną w średniowieczu mianem „świętego ognia”?

 

 

Pierwsze wzmianki

 

Pierwsze kroniki omawiające chorobę (o charakterze epidemicznym i dlatego zauważoną) pochodzą z Francji z roku 590. Następne epidemie występowały w krótkich odstępach czasu w latach 857 do 1347. W roku 857 epidemia ogarnęła Xanthan nad dolnym Renem, a w roku 945 Paryż i w 994 r. Akwitanię (to region w południowo-zachodniej Francji nad Zatoką Biskajską) i Limousin (kraina historyczna we Francji, w północno-zachodniej części Masywu Centralnego; ośrodek administracyjny Limoges). Początkowo chorobę nazywano „zarazą morową”. A od X w. spotykamy już określenia takie jak: Ignis sacer (Święty ogień), Feu sacre, Arsura, Mal des ardens, Clades s. pestis igniaria. W XII w. natomiast ów „święty ogień” poczęto również nazywać „ogniem św. Antoniego”.

 

Z kronik wynika też, że choroba atakowała nie tylko kończyny, lecz w niektórych przypadkach także części twarzy, piersi i narządów płciowych. Zdarzały się przypadki, że u dotkniętych chorobą pozostawał tylko tułów i głowa, kończyny ulegały zgorzeli. Chorzy ci przy dotknięciu byli zimni jak lód i nie można ich było rozgrzać. W sporadycznych tylko przypadkach chorzy umierali bez zewnętrznych oznak zgorzeli, co świadczyć by mogło – jak przypuszczają autorzy kronik – że choroba atakowała również narządy wewnętrzne. Śmiertelność w czasie epidemii „świętego ognia” była bardzo duża. W 994 r. w Akwitanii zmarło ok. 40 tys., a w 1129 r. „tylko” 14 tysięcy ludzi.

 

Dwa lata później (w 996 r.) biskup z Metzu założył lazaret, do którego w czasie epidemii przybywało codziennie od 80 do 100 nowych chorych. Dopiero w 1772 r. lekarz szwedzki, Nils Rosen von Rosenstein (1706-1773), zidentyfikował zatrucie sporyszem (ergotyzm), a w roku 1771 lekarz francuski Read ze Strasburga wykazał tożsamość „świętego ognia” z tym zatruciem.

 

Stwierdzenie „świętego ognia” u chorych, którzy przedtem spożywali sporysz (a ściślej chleb zatruty sporyszem), było bardzo trudne i następowało najczęściej na skutek przypadku. Przemawiają za tym pewne wzmianki w kronikach z 1089 r., w których wspomina się o tzw. krwawiącym ciemnoczerwonym chlebie. W 945 r. Hugo Capet żywił chorych (ok. sześciuset), spośród których większość wyzdrowiała. Jednakże po powrocie do swoich domów ludzie ci ponownie zapadali na tę samą chorobę. Po kolejnym powrocie do Notre Dame – odzyskiwali zdrowie (oczywiście, jeśli na czas tam powrócili, a choroba nie zdążyła poczynić dalszych groźnych postępów). Po prostu, w ośrodku tym chorzy otrzymywali chleb nie zatruty sporyszem. Dlatego wydaje się rzeczą bardzo prawdopodobną, że udane próby wyleczenia się z tej groźnej choroby były dziełem zwykłego przypadku. Powrót ze szpitalików (w których hospitalizowano chorych i gdzie lepiej i zdrowiej karmiono) do domów i ponowne odżywianie się – zresztą bezwiedne – chlebem zatrutym, musiało doprowadzać do „nawrotów” choroby.

Dodaj do: Facebook Twitter Blip Flaker Pinger Wykop Śledzik

Chcesz wyrazić swoją opinię? Dodaj komentarz

Zasady dodawania komentarzy
Nick/pseudonim: Gość
Chcesz używać stałego nicka? lub Zarejestruj

Pozostało znaków: 5000

Zasady dodawania komentarzy Zasady dodawania komentarzy


1. Komentarze mogą dodawać zarówno zalogowani, jak i niezalogowani użytkownicy.

2. Wszystkie komentarze podlegają moderacji. Wpisy naruszające regulamin serwisu zostają usunięte i nie podlegają publikacji w portalu.

Moje kontozwiń

Aby korzystać z Mojego Konta lub zarejestruj!

Newsletter

Zawsze najświeższe informacje! Nowe opinie na interesujące Ciebie tematy. Zapisz się na newsletter.